Poznań w Katowicach
Proszę się %zalogować% lub %zarejestrować%, by przeczytać całą wiadomość.
Proszę się %zalogować% lub %zarejestrować%, by przeczytać całą wiadomość.
Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzymy Wam świąt radosnych, pełnych ciepła i życzliwości. Niech spełnią się Wam świąteczne życzenia.
Dotychczas kojarzyły mi się z czasami komuny, a przede wszystkim z kartkami na mięso. Jednakże wydarzenia ostatnich tygodni pokazały, że w XXI wieku również są towary reglamentowane. A wśród nich bilety na Ryjek – rybnicki festiwal kabaretowy. Nie będę się rozpisywała o problemach z ich pozyskaniem. Powiem tylko tyle, że moja mama (wraz ze swoim wnuczkiem) czekała 8 godzin w kolejce, by je kupić. Za co jesteśmy jej niezmiernie wdzięczni. O wrażeniach z samego koncertu finałowego Ryjka może jeszcze uda się nam napisać. Dodam jeszcze, że problemem w organizacji tej imprezy kulturalnej było uzyskanie jakichkolwiek sensownych informacji z wcześniejszym wyprzedzeniem co do terminu dostępności biletów. Co mnie bardzo dziwi, bo wydało mi się, że dostęp do informacji powinien być dla każdego. Całe ryjkowe zamieszanie spowodowało, że czuliśmy się jak plebs, dla którego wyższa kultura jest niedostępna. Jednak dzięki mamie mogliśmy jej doświadczyć
Kolejnym towarem reglamentowanym był dla nas PKS z Katowic do Rybnika, a było to w czasie, gdy linia kolejowa na tym odcinku po raz kolejny była remontowana. W takiej sytuacji wszyscy się przesiedli na pekaesy, a przynajmniej próbowali. Sprawa okazała się nie tak łatwa, gdyż w piątek wraz z nami jechali w tamtym kierunku studenci i ludzie wracający z pracy. Efekt był taki, że już na stacji początkowej autobus był przepełniony, szczęśliwcy mieli miejsca siedzące (wśród nich my, bo kupiliśmy bilety dzień wcześniej), inni zaś stojące. Na dodatek na kolejnym przystanku mogła wejść do autobusu tylko jedna osoba, ku przerażeniu innych osób stojących na przystanku. Na tym skończyło się elitarne grono jadące pekaesem do Rybnika. Szkoda, że w XXI w. są takie utrudnienia komunikacyjne.
Ostatnio dobrem trudno osiągalnym dla nas była woda bieżąca. A to na skutek zalania naszego (mieszkania w sumie sąsiadki z góry również). Przez trzy dni mogliśmy wrócić do czasów, gdy do mycia wystarczyła miska wody, a do picia herbata przygotowana z wody mineralnej. Ciężki czas, ale na szczęście już za nami.
Aha, przez minione tygodnie dobrem pożądanym przez nas było słońce, które w końcu uraczyło nas swymi promieniami, a dokładniej, teraz miały one szansę przedrzeć się przez chmury. Oby na długo!
Proszę się %zalogować% lub %zarejestrować%, by przeczytać całą wiadomość.
Kolejny post z górnolotnie brzmiącego działu Podróże, pod którym (przynajmniej na razie) kryje się zapis moich wyjazdów na delegacje. Dopiero od niedawna staram się zwiedzać miejsca, w które trafiam, co choć odrobinę pozwala zapomnieć o różnych niewygodach.
Tak się złożyło, że od razu po wizycie w Białymstoku pojechałem do Suwałk. Udało mi się trochę pospacerować po tym mieście, choć nie jest ono duże. Według danych z Wikipedii w 2008 roku było większe od moich rodzinnych Tarnowskich Gór o niecałe 10 tysięcy ludzi, osiągając liczbę prawie 70 tysięcy mieszkańców.
W porównaniu z Białymstokiem nie jest to duże miasto i rzeczywiście, przynajmniej z moich obserwacji, wynika, że jest to spokojne miasteczko. Zapewne w tym momencie mieszkańcy Suwałk zaprotestują i po trochu będą mieli rację. Sporą wadą, ale też i zaletą jest przechodząca przez miasto droga krajowa nr 8, która prowadzi do przejścia granicznego w Budzisku.
Wadą jest z prostej przyczyny – niezliczone ciągi tirów przemieszczają się po okolicy. Zaletą może być (choć nie wiem, jak to jest wykorzystywane) właśnie to położenie blisko granicy z Litwą.
Swoją wycieczkę po mieście zacząłem od placu Józefa Piłsudskiego, którego większą część zajmuje ładny Park Konstytucji 3 Maja. Przy placu znajdziemy ciekawy budynek Konkatedry św. Aleksandra.
Ponieważ wyczytałem, że w mieście znajduje się obok siebie 5 cmentarzy, to ruszyłem w ich stronę. Na szczęście ulice są dobrze oznakowane, a przy samym placu Piłsudskiego znajdziemy dużą tablicę informacyjną z planem całego miasta. Trzeba przyznać, że współistnienie obok siebie cmentarzy tylu wyznań jest interesującym zjawiskiem. Ciekawe, czy nie ma z tym żadnym problemów…
Ale gwoli ścisłości. W jednym ciągu znajdziemy cmentarze: rzymskokatolicki, ewangelicki, prawosławny, żydowski i mahometański. Najciekawsze jest jednak to, że dosłownie tuż za murami znajduje się kilka boisk do piłki nożnej. Rodzi to swego rodzaju niezręczne sytuacje, jak ta przedstawiona na zdjęciu poniżej.
Z racji rzadkiego występowania najbardziej zaciekawiły mnie cmentarze trzech ostatnich wyznań. Cmentarz prawosławny jest bardzo zaniedbany. Wiele nagrobków jest mocno podniszczonych, wiele jest zarośniętych trawą, mchami i chaszczami. Na uwagę zasługuje tam malutka cerkiewka pw. Wszystkich Świętych.
[
Kolejnym cmentarzem jest żydowski, a raczej to, co z niego pozostało po zniszczeniu przez hitlerowców. Na dużym zielonym terenie oprócz pamiątkowego obelisku stoi swoista "ściana płaczu" stworzona ze zniszczonych, popękanych macew. O tym, że ktoś czasem tu zagląda, mogą świadczyć kamyki leżące na fragmentach nagrobków.
Ostatnim cmentarzem w tej "podróży" jest ten przeznaczony dla mahometan. Świadczy o tym półksiężyc przy cmentarnej bramie. Cmentarzyk, bo inaczej nie można nazwać terenu w kształcie kwadratu o boku ok. 10 metrów, jest pusty. Znalazłem na jednej ze stron (http://e-przewodniki.pl/przewodnik-nowy-85-rozdzial-929.html) informację, że powinny tu być usypane kurhany. Niestety, trawa wzięła ten teren pod swoje władanie i nic nie można było dostrzec.
Był to ostatni cmentarz na mojej drodze. Następnie skierowałem swe kroki ku pobliskiemu zalewowi Arkadia. Ponieważ pogoda była bardzo ładna, to na wodzie było widać amatorów sportów wodnych, mianowicie maniaków na skuterach wodnych. Hmm, sport to może żaden, ale według niektórych definicji już sama rywalizacja (także "z samym sobą", jak np. alpinizm) i jakakolwiek aktywność nosi miano sportu. Idąc tym tropem, można by chyba uznać, że granie z przyjaciółmi w gry planszowe to też sport
W końcu jest i rywalizacja, i aktywność (umysłowa)
Wracając jednak do tematu, przedstawiam zdjęcie takowego sportowca:
Żal tylko kaczek, które w pośpiechu musiały się ewakuować, bo skuter nagle zmienił trasę i wjechał w ich rewir.
Ostatnim celem mojej wycieczki był widoczny w oddali kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła, po czym wróciłem do hotelu.
Po resztę zdjęć zapraszam do Galerii.
(Informacje o nazwach poszczególnych miejsc i obiektów znalazłem na stronie Urzędu Miasta w Suwałkach – http://www.um.suwalki.pl/page.php?id=502)